niedziela, 13 kwietnia 2014

I'm looking for you



Rozdział 1.
Minął rok.
Rok , który był najspokojniejszym czasem w całym naszym życiu , rok , który większości z nas pozwolił zapomnieć o wszystkich strasznych rzeczach , które nas spotkały. Większości z nas… ale nie mi. Ja wciąż pamiętałam  zimno, kute ogarniało mnie podczas ucieczki z domu, dzieci krzątające się po korytarzach, uśmiech na twarzy Effie, zapach dymu podczas pożaru w podziemiach, rude włosy pielęgniarki , kolor więziennego kombinezonu , siedzibę Black’a i huk wypuszczonego pocisku, który zranił Harry’ego.
Nie potrafiłam o tym zapomnieć , te wszystkie rzeczy, wydarzenia stworzyły w moim  sercu ranę , która chyba już nigdy się nie zabliźni. Zraniłam tak wielu ludzi ,tak wielu ludzi cierpiało z mojego powodu … nawet nie miałam prawa spać spokojnie.  Poza tym wciąż prześladowała mnie myśl o tym , że Black żyje i chce dokończyć to co zaczął , on nie należy do ludzi , którzy tak po prostu odpuszczają , skończy to co zaczął. A skoro raz nie udało mu się zabić Styles’a to spróbuję znowu  i będzie to robił do skutku.
                                              ***
Stałam przed wystawą. Za szklaną szybą znajdowały się manekiny ubrane w piękne , białe suknie ślubne , do sztucznych włosach przypięte miały welony , długie , krótkie , jedwabne , koronkowe, każdy z możliwych rodzajów. Ciekawe jakby taka sukienka wyglądała na mnie? Jak welon układałby się na moich włosach?
Spojrzałam na wózek, który stał przede mną , w środku leżał malutki chłopczyk , mój malutki synek. Duże , zielone oczy miał szeroko otwarte ,obserwował wszystko co się działo dookoła niego. Westchnęłam cicho i przeniosłam wzrok z powrotem na wystawę.
- Na tą sukienkę chyba będę musiała jeszcze poczekać – powiedziałam sama do siebie i popchnęłam wózek.
Ruszyłam przed siebie , dwie przecznice dalej miałam spotkać się z Harry’m , obiecał , że przyjedzie po nas po powrocie z poszukiwań pracy. Póki co nie szło mu to zbyt dobrze. Pracodawcy nie byli specjalnie chętni na przyjęcie młodego chłopaka , który miał mieć rozprawę o morderstwo , przez kilka lat ukrywał przed policją i na dodatek należał do jednego z najbardziej niebezpiecznych gangów znajdujących się na terenie naszego kraju, tak bogaty życiorys niestety nie sprzyja ustatkowaniu się . Jednak Styles musiał znaleźć pracę , jak na razie pomagała nam moja mama i ojczym, do którego wciąż żywiłam szczerą urazę , on jednak zdawał się tym specjalnie nie przejmować i traktował mnie jakby nic nigdy się nie wydarzyło, ale nie mogliśmy ciągle żyć na garnuszku u rodziców. W końcu sami musimy nauczyć się o siebie dbać .
Czarny samochód wjechał na parking przed jednym ze sklepów, drzwi od strony kierowcy się otworzyły , a ze środka wyszedł mój narzeczony.
Po chwili Izak (czyt.Ajzak) siedział już w foteliku , a jego pojazd był schowany w bagażniku. Zajmowałam miejsce na tylnim siedzeniu obok dziecka . Odkąd się zobaczyliśmy Harry nie odezwał się nawet słowem , najwidoczniej znów mu nie się nie udało , eh…
-Pamiętasz, że mamy jechać do mojej mamy ? Liv ma dziś urodziny – przypomniałam mu .
- Pamiętam – odpowiedział krótko bez większych emocji.
- Harry proszę nie bądź smutny – wypaliłam nie mogąc dłużej patrzeć na jego zachowanie – jak nie tym razem to następnym …
- Alexis przestań ! Oboje dobrze wiemy, że w Londynie nie dostanę pracy . Będę musiał wyjechać.
- Wyjechać? Niby gdzie? – zdziwiłam się.
- Za granicę , może do Irlandii … jeszcze nie jestem pewny – odpowiedział trochę roztargniony- Tam mnie nie znają , nie wiedzą kim jestem.
- Kim byłeś – poprawiłam go.
- Kochanie z tym jest jak z byciem alkoholikiem , alkoholikiem zostaje się do końca życia , kryminalistą też – westchnął – z resztą pogadamy o tym później , jak wam minął dzień?
- Oglądaliśmy suknie ślubne – ściszyłam głos.
- Ślubne? – zaśmiał się – po co?
- Tak po prostu – przewróciłam oczami – o tym też musimy w końcu porozmawiać .
- Dobra daj teraz spokój – odpiął pas bezpieczeństwa po tym jak zaparkował pod moim rodzinnym domem – nie będziemy dyskutować na imprezie.
                                            ***
Dom był pełen gości , jedyne czego brakowało to jubilatki , która z tego co dowiedziałam się od mamy pojechała po swojego nowego chłopaka i utknęli w korku. Niektórzy z członków mojej rodziny wyraźnie bali się Styles’a , o jego sprawie było dość głośno w Angielskich mediach , więc mieli okazję go poznać o tej teoretycznej „złej strony” , największy strach okazywała moja babcia ,która wpadała w panikę za każdym razem, gdy chłopak brał Izak’a na ręce. No cóż będą musieli się przyzwyczaić , bo poza drobnymi dyskusjami , takim jak ta dzisiaj w samochodzie jest nam razem bardzo dobrze i mam szczerą nadzieję na to , że będzie tylko lepiej.
- Już jestem ! – krzyknęła Liv wpadając do salonu, moja siostrzyczka ciągnęła za sobą jakiegoś wysokiego chłopaka .
- No w końcu – westchnęła mama .
- Przepraszamy , ale centrum było całkowicie zakorkowane – uśmiechnęła się szeroko – a no właśnie – zwróciła się w stronę swojego nowego wybranka – Moi drodzy , poznajcie Tom’a , mojego nowego chłopaka !
Na środku stanął chłopak o hebanowych włosach, czarnych oczach i zadziornym uśmiechu. Nigdy w życiu nie pomyliłabym tej twarzy z żadną inną . Mógł zmienić imię , fryzurę i styl ubierania się , ale w jego oczach już zawsze będzie lśniła iskra zła. Moja młodsza siostra tuliła się do Black’a , człowieka , który chciał śmierci mojej i Harry’ego.
__________________________________________________________________________________

No to pierwszy rozdział drugiej części „Another Word” za nami :) Mam nadzieję , że to również wam się spodoba ;)
20 KOMNETARZY = NOWY ROZDZIAŁ W CZWARTEK <3

piątek, 11 kwietnia 2014

Another World



Rozdział 33.
Droga na ową arenę okazała się o wiele dłuższa niż mogłoby się wydawać. Hugh szedł powoli , głowę miał spuszczoną w dół, wyglądał tak jakby to wszystko było mu całkowicie obojętne. Jego zachowanie trochę mnie uspokoiło , może to po prostu kolejny wymysł Black’a , może to wcale nie było nic tak strasznego jak myślałam ,może jestem za bardzo przewrażliwiona.
Chociaż gdzieś na tyłach mojej świadomości wciąż swobodnie kręciła się myśl o tym , że teraz powinnam się martwić i nie bagatelizować powagi sytuacji tylko z powodu zachowania kogoś kto , mimo , że kiedyś potrafił mi współczuć wciąż pozostawał zastępcą przywódcy tego chorego miejsca .Nie potrafiłam jej zignorować ,nogi przejęły kontrolę nad ciałem i z każdą chwilą szły coraz szybciej. Tym razem wolałam dmuchać na ziemne.
- Po co idziesz tak szybko skoro i tak nawet nie wiesz gdzie ? – zapytał mężczyzna wlekąc się za mną.
Jego wzrok wciąż był wbity  w asfalt .
- To mi pokaż – odpowiedziałam nie zwalniając kroku.
- Nie jestem pewny czy chcesz to oglądać – przełknął głośno ślinę .
Dopiero po tych słowach uświadomiłam sobie o co tak naprawdę mu chodziło. Hugh’owi mój los nie był obojętny , on po prostu chciał mnie odciągnąć od czegoś co miało się wydarzyć , chciał , żebym przyszła , gdy będzie już po wszystkim. Pozostaje tylko pytanie – na co mam nie patrzeć?
- Hugh nie ważne co tam się dzieję – powiedziałam , jednak nie zabrzmiało to tak pewnie jakbym chciała – wiesz, że cokolwiek to będzie i tak w końcu się dowiem …
- Tylko nie mów potem , że nie ostrzegałem – złapał mnie za przed ramię i pociągnął za sobą.

                                                    ***
Byliśmy już na miejscu , zostawiając chłopaka w tyle przebiegłam przez zardzewiałą ,metalową furtkę i ruszyłam w kierunku , gdzie znajdowało się mnóstwo ludzi. Przeciskałam się przez tłum poddanych Tony’ego. Słyszałam krzyki widowni , głos Black’a , jednak najwyraźniej do moich uszu docierały słowa wypowiadane przez Styles’a . Jego głos był pewny , słychać było w nim brawurę i zawziętość ,tak jakby nic nie mogło go powstrzymać przed tym co zamierzał zrobić.
W końcu udało mi się wybiec ze ścisku , znalazłam się na skraju otwartego pola , na którym naprzeciwko siebie stali dwaj najwięksi wrogowie. Black uśmiechał się chytro , dłonie miał zaciśnięte na broni , jednak nie celował nią w nikogo ,lufa była zwrócona ku ziemi , a palce mężczyzny nawet nie zbliżały się do spustu.
Harry wyglądał inaczej, tak jakby nie wiedział nikogo poza swoim przeciwnikiem , był zaślepiony. Pistolet skierował prosto w Tony’ego , wystarczyłoby zaledwie puszczenie spustu by zdał śmiertelny strzał. Wiedziałam , że już kiedyś strzelał … do ludzi , ale wiedzieć czy słuchać o tym to  nie to samo co na to patrzeć. Tym razem nie bałam się Black’a , to nie od niego chciałam uciekać . Dziś to Styles mnie przerażał , jego skupiona twarz , na której wymalowana była rządza mordu i krwi , po raz pierwszy chciałam znaleźć się jak najdalej od niego , po raz pierwszy naprawdę się go bałam.
Nagle chłopak popatrzył się na mnie, nasze spojrzenia się spotkały. Upuścił broń , która z hukiem upadła na ziemię , pobiegł w moim kierunku .Mimowolnie się cofnęłam , to był odruch.
- Kochanie ja … ja nie chciałem go …zab… - mówił do mnie , ale nie zdążył dokończyć zdania , upadł bezwładnie na podłoże.
- Nie !!! – krzyknęłam biegnąć w jego kierunku.
Z ramienia chłopaka sączyła się krew , on był nieprzytomny , jego klatka piersiowa z trudem podnosiła się opadała , był ledwo żywy.
- Nie , Harry, Kochanie , błagam zostań ze mną , nie zostawiaj mnie ! – łkałam , kołysałam się w przód i w tył trzymając dłoń ukochanego.
Chłopak otworzył oczy.
- Kocham cię Księżniczko – powiedział , a potem odpłynął w głęboki sen.
*Kilka miesięcy później*
Ranek. Kolejny szary ,deszczowy dzień.
Niechętnie zwlekłam się z łóżka , przetarłam zaspane oczy . Potem szybkie śniadanie , poranna toaleta , ubranie się i już mogłam wsiąść do samochodu. Ta sama droga , którą jeżdżę codziennie , wjeżdżam na ten sam parking , przekraczam te same drzwi , witam się z tymi samymi ludźmi , zdają mi te same pytania „Jak tam maleństwo?” ,”Jak się trzymasz?” , albo pocieszają „Już będzie tylko lepiej” . Po ośmiu miesiącach słuchania od wszystkich tych dwóch słów „Będzie dobrze” , naprawdę przestawałam w to wierzyć , bo nie było . Choć za każdym razem przychodziłam tutaj z tą samą nadzieją , zawsze kończyło się na niczym.
Przekroczyłam próg pomieszczenia numer 23. Uśmiechnęłam się i podeszłam do bliżej łóżka.
- Dzień dobry Kochanie – przywitałam się ,mimo , że dobrze wiedziałam , że nie usłyszę odpowiedzi.
Wyglądał identycznie , leżał spokojnie podpięty do różnych urządzeń , który podtrzymywały go przy życiu ,z kroplówki powoli do jego żył wpływał przezroczysty płyn , urządzenie sprawdzające parametry życia wydawało ciche piski. Jego stan był stabilny , lekarze określali go nawet wspaniałym , więc dlaczego wciąż spał ? Dlaczego jego powieki wciąż były opuszczone ? Dlaczego wciąż był w tej cholernej śpiączce?! Zawsze, gdy zadawałam im te pytania oni tylko wzruszali ramionami , mówili , że czasem to trwa dłużej , że na pewno za niedługo się obudzi. Powtarzali to po dwóch tygodniach od operacji i wypadku , po trzech miesiącach , pięciu , najwyżej osiem to wciąż zbyt mało.
- Wiesz za niedługo zostaniemy rodzicami … będziemy mieć synka – mówiłam – na pewno będzie do ciebie podobny , chciałabym ,żeby był …-usiadłam na fotelu obok łóżka – może też będzie umiał tak pięknie śpiewać jak ty , dobrze by było , gdyby talent odziedziczył po tobie , bo jak sam wiesz jedyny talent jaki ja posiadam to pakowanie się w kłopoty – zaśmiałam się .
- Witaj Alex – powiedziała pielęgniarka niosąc na tacy przygotowane dla Harry’ego kroplówki
- Cześć Alice – uśmiechnęłam się do kobiety , zdążyłyśmy się już zakolegować – coś się działo w nocy?
- Miał gorączkę , ale udało nam się ją w porę zbić , więc nie masz się o co martwić –zapewniła mnie skupiając się na zmienianiu lekarstwa – a jak ty się czujesz?
- Coraz większa – odpowiedziałam z ironią – ciągle łudzę się , że Harry obudzi się przed porodem ,ale jak widać chyba nie ma na co liczyć…
- Nie mów tak , ludzie ze śpiączki zwykle budzą się w najmniej oczekiwanych momentach .
- Wrócisz do mnie , prawda ? – zapytałam chłopak  głaskając go po policzku.
I nagle jakby za sprawą tych słów powieki Styles’a zaczęły powoli się podnosić. Wzrokiem badał pomieszczenie , był zdezorientowany, przestraszony . Wyglądał trochę jak dziecko szukające matki. Oczy chłopaka spoczęły na mnie .
- Alex – odezwał się słabym głosem.
- Pójdę po lekarza – oznajmiła uradowana Alice i wybiegła z pomieszczenia.
- Gdzie Black? Co się stało? Gdzie jestem ? – pytał choć z trudem wypowiadał niektóre słowa.
- Już wszystko jest dobrze – odpowiedziałam – Black uciekł , miałeś… wypadek – nie chciałam mu mówić całej prawdy , jeszcze nie teraz – jesteś w szpitalu .
- To już koniec? –zapytał , patrzył na mnie z nadzieją.
- Koniec .
Jednak tak naprawdę to nie był koniec. Black tak łatwo nie odpuści. Wie , że Harry przeżył , że jego zemsta się nie dopełniła . Teraz ucieka , ukrywa się . Ale przed prawdą i przeznaczeniem uciec się nie da . Może wymordować wszystkich , którzy wiedzą zbyt wiele , może okłamywać cały świat , jednak każda spraw musi kiedyś mieć swój punkt kulminacyjny i wielki finał , a skoro nie doszło do niego wtedy , gdy Tony go zaplanował to oznacza tylko , że wszystko jest jeszcze przed nami …
THE END ?
__________________________________________________________________________________
Moje Drogie bez obaw , to nie koniec , to dopiero początek .
30 KOMENTARZY ( tylko okazyjnie) = NOWY ROZDZIAŁ JUTRO/ W NIEDZIELĘ (NAPISZCIE TO CO NAJBARDZIEJ LUBIŁYŚCIE W TYM OPOWIADANIU ) <3

niedziela, 6 kwietnia 2014

Another world



Rozdział 32.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
(Harry)
To już dziś. Dziś zmienię bieg historii. Dziś ją uratuję. Dziś nic więcej prócz niej się nie liczy …
                                                    ***
Nie powiedziałem jej , że to dzisiaj jest ten dzień , za każdym razem , gdy poruszała ten temat zmieniałem temat. Nie mogłem wyjaśnić jej mojego planu , nie zrozumiałaby , tak naprawdę nawet nie rozumie dlaczego siedzę zamknięty w tym pokoju . Myśli , że Black się mnie boi , a prawda jest taka , że Black nie boi się nikogo , jedyne co on chce osiągnąć to nadzieje u mojej dziewczyny , nadzieje na to , że wszystko będzie dobrze , że ja jestem bezpieczny. Po czym zrobi coś tak potwornego , że ona się załamie , zniszczy jej życie tak bardzo , że będzie widziała jedynie czarne barwy , a wszystkie kolory , radość , szczęście …miłość …. Znikną ,tak jakby nigdy wcześniej ich nie było.
Może powinienem powiedzieć jej o tym wszystkim wcześniej ? Ale czy uświadomienie jej o tym wszystkim byłoby dobre ? Zważywszy na stan w jakim teraz jest , nie powinna się denerwować , a znając ją od razu wpadłaby w panikę . Chciałaby pójść tam za mnie , próbowałaby wmówić i mi i sobie , że da się coś zrobić , zmienić , że wszystko będzie dobrze . Ale nie byłoby i cokolwiek zrobię nie będzie dobrze .
Jednak jeżeli ja przejmę inicjatywę nie dopuszczę do tego , żeby cierpiała , nie mam gwarancji na to , że będzie szczęśliwa , ale ja będę mieć pewność , że już nic nie będzie grozić ani jej , ani naszemu dziecku.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
-Kocham cię – powiedziałam stojąc w drzwiach pomieszczenia.
- Ja ciebie też – odpowiedział i uśmiechnął się delikatnie.
Wyszłam z pokoju chłopaka , następnie z budynku , usiadłam na schodach znajdujących się przed wejściem do budynku. Zaczęłam wpatrywać się w las po drugiej stronie , silny wiatr szarpał koronami starych świerków. Po niebie powoli płynęły ciemne chmury zapowiadające deszcz. Coś wisiało w powietrzu , coś  niepokojącego i  przyprawiającego o dreszcze.
Harry zachowywał się dziś normalnie ,tak jak wtedy ,gdy ukrywaliśmy się w podziemiach ,jakby nic się nie zmieniło . A patrząc na jego wcześniejsze zachowanie było to dość niepokojące. Coś przede mną ukrywał i to nie byle co skoro poświęcił się aż tak bardzo by przez cały czas mnie słuchać , odpowiadać na moje pytania, a nawet zastanawiać się nad imieniem dla dziecka. Ale nie da się ukryć się wszystkiego , rozdrażnienie widoczne w jego oczach zepsuło cały czar jego przedstawienia , patrzył na mnie jakby bał się , że robi to ostatni raz .
Nic z tego nie rozumiem , w końcu nawet jeśli doszłoby to jakiekolwiek starcia między nim , a Black’iem , to przecież Tony się go boi , więc czemu Styles jest zestresowany … i czym ?
- Alexis – głos Hugh’a wyrwał mnie z rozmyślań – Black prosił , żebym cię zaprowadził na arenę .
-Arenę? – zapytałam zdziwiona.
Arena kojarzyłam się z miejscem gdzie w starożytności odbywały się walki gladiatorów , albo pokazowe pojedynki .
-Zrozumiesz jak zobaczysz – westchnął – chodź , to kawałek drogi , a my mamy mało czasu.
Wstałam i ruszyłam za chłopakiem . Był zamyślony , z resztą jak większość osób ostatnimi czasy, wolałam nie pytać co się stało lub co ma się stać . Jeżeli  Tony chce mnie zobaczyć  i to jeszcze w takim miejscu to nie może to być nic dobrego . Wzięłam głęboki wdech i przyśpieszyłam kroku , chciałam mieć już to za sobą.
Co będzie niech ma być .

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
(Harry)
Widownia zajmowała miejsca na otaczających „pole bitwy ” ławkach , Black wszystko świetnie zaaranżował , miał nadzieję na moją klęskę , miał nadzieję na to , że będę się przed nim płaszczył  błagając o litość i ponowne przyjęcie do jego klubu. Jednak tym razem nic nie pójdzie po jego  myśli, ja też potrafię grać nieczysto . Spędziłem z nim w przeszłości wystarczająco dużo czasu by go poznać , począwszy od błyskotliwego lowelasa , do którego lgnęły dziewczyny , przez brutalnego i okrutnego człowieka ,którego wszyscy się bali , a skończywszy na zwykłym wyśmiewanym w szkole i niedocenianym przez rodziców chłopcu , którym był w rzeczywistości.
Staliśmy naprzeciwko siebie, każdy z nas w dłoni ściskał broń. W tej chwili nie miałem żadnych skrupułów, byłem skupiony i zdolny zabić go z zimną krwią . Nie będę żałować człowieka , która zniszczył mi życie i zagrażał mojej rodzinie, nie pozwolę na to by znowu kogoś skrzywdził , bez znaczenia czy ten ktoś będzie z moich przyjaciół , rodziny czy też nie będę go znał .
- I jak Harry możemy zaczynać ? – zaśmiał się szyderczo czarnowłosy chłopak , poprawiając włosy.
- Jesteś pewny , że chcesz załatwiać to w właśnie ten sposób ? Nie sądzisz , że jesteś to …hm… jakby to powiedzieć…. Niedojrzałe? – zapytałem głosem przepełnionym sarkazmem .
- Mój drogi ja rozumiem , że jako przyszły ojciec musisz zachowywać się dojrzale , ale dojrzałość niezabawni moich ludzi – uśmiechnął się chytro  i wskazał na publiczność śledzącą każdy nasz ruch – szkoda tylko , że twoje dziecko być może nigdy nie zobaczy swojego ukochanego tatusia …
- Nie powinieneś z góry zakładać finału.
- Gdybym przegrał to nie miałoby żadnego sensu – wyjaśnił podirytowany, psułem jego scenariusz.
- A czy zawsze wszystko musi mieć sens ?
Podniosłem pistolet i ustawiłem go tak , że po puszczeniu spustu pocisk powinien trafić dokładnie w serce mojego przeciwnika , o ile on w ogóle miał serce. Już chciałem widzieć jak pada bezwładnie na ziemię i już nigdy więcej się z niej nie podnosi.
Nagle coś , a raczej ktoś przerwał całe widowisko . Na skraju areny stanęła Alexis , przestraszona i zdezorientowana, po raz pierwszy w życiu widział mnie z bronią w ręku szykującego się do strzału , śmiertelnego stras złu. Nie bała się Black’a, bała się mnie . Spojrzała prosto w moje oczy i wtedy odpłynęło ze mnie cało zło , wszystkie dotychczasowe chęci się rozpłynęły. Jedyne o czym teraz myślałem  to ona , każdy mógł się mnie bać , ale nie ona , nie moja miłość , nie  ktoś kto jest dla mnie najważniejszy…
Upuściłem broń na ziemię , pobiegłem w jej kierunku.
- Kochanie ja … ja nie chciałem go …zab… - nie zdążyłem dokończyć zdania .
Potworny pól przeszył moje ciało , zrobiło mi się ciemno przed oczami , straciłem kontrolę nad nogami . Upadłem . To czego życzyłem mojemu wrogowi właśnie działo się mi.
- Harry ! – krzyk Alex był ostatnim co usłyszałem …
________________________________________________________________________________
20 KOMENTARZY = NOWY ROZDZIAŁ W PIĄTEK <3

sobota, 5 kwietnia 2014

Another World



Rozdział 31.
Wyprostuj się, podnieś głowę w górę , uśmiechnij się i pokaż , że jesteś najlepsza – powiedział tata, gdy jego mała Alex  szła do gimnazjum , którego tak bardzo się bała.
Ej, będzie dobrze ! Nie poddawaj się, poddaj się tylko ci , którzy nie mają marzeń – mówił, gdy coś jej się nie udawało.
Kocham cię córeczko , cokolwiek by się nie stało zawsze będę z tobą – te słowa padły z jego ust w dniu , w którym miał wypadek , a mówił to tak , jakby przeczuwał , że stanie się coś złego.
Najbardziej brakuje mi go właśnie teraz , on by wiedział co zrobić, wiedziałby co powiedzieć , wiedziałby jak mnie pocieszyć. Taki właśnie był mój tata , wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju, w przeciwieństwie do mamy, która ciągle biegała od jednej pracy do drugiej , on poświęcał każdą wolną chwilę swoim ukochanym córeczką. Mogłam z nim porozmawiać o wszystkim , choć to może wydać się trochę dziwne , to właśnie mojemu tacie powiedziałam jako pierwszemu o tym co czułam do Harry’ego będąc jeszcze czternastolatką , a on to pochwalał , twierdził , że moje szczęście jest jego szczęściem.
Ciekawe jakby zareagował teraz ? Gdybym usiadła obok niego na szarej kanapie na  poddaszu, w ręku trzymałby kubek kawy karmelowej, objąłby mnie ramieniem i pozwolił się wyżalić. Nie przerywałby , czekałby spokojnie aż skończę swoją historię i dopiero wtedy wyraziłby swoje zdanie  na ten temat. Nie jestem pewna czy byłby szczęśliwy z wiadomości o dziecku , ale wiem , że nie krzyczałby , tylko zrobiłby wszystko , żeby mi pomóc .
Żałuję , że już nie mogę się znowu poczuć się jak mała dziewczynka i schować w ramionach ojca …bezpieczna od całego zła , które teraz jest zaledwie na wyciągnięcie ręki…
                                                   ***
Ostatnio coś się zmieniło , Black był jeszcze bardziej wystraszony niż wcześniej , non stop zamykał się w swoim pokoju lub organizował zgromadzenia . Bał się czegoś , albo kogoś.
Nie śmiał pytać , albo narzucać temat , jestem pewna , że oberwałoby mi się za to i to porządnie. Dlatego w ciszy siedziałam w kącie obserwując ciągłe zamieszanie panujące w kwaterze głównej , co jakiś czas wymykałam się do Harry’ego , jednak ten również nie był zbyt gadatliwy . Siedział zamyślony , wpatrywał się w okno , jakby za szybą mógł ujrzeć rozwiązanie naszych problemów , udawał , że słucha tego co mówię , i że cieszy się z ciąży. Tego byłam pewna. Gdy tylko zaczynałam o tym mówić robił się drażliwy , odwracał wzrok , a jego odpowiedzi ograniczyły się do : „ Mhm” , „Super” , „Już nie mogę się doczekać!” , „Co mówiłaś?”.
Ja rozumiem , że to jest w sumie trochę straszne . Oboje jesteśmy bardzo młodzi , a patrząc na naszą obecną sytuację dziecko było najmniej wskazane , ale tak patrząc logicznie to z jego strony wina jest ciut większa , jeżeli można to nazwać „winą”. Wiem , że nie będzie łatwo , bo bycie rodzicem to ogromna odpowiedzialność , dużo wysiłku i też czasem nie przyjemności , ale on był w stanie dopilnować kilkudziesięciu dzieci  w różnym wieku , a boi się jednego , małego i na dodatek swojego ?

  ***
Z salonu zostałam wyrzucona ze względu na kolejne zgromadzenie. Ale nie był to powód , dla którego zmierzałam w kierunku drzwi Styles’a , musiałam z nim szczerze porozmawiać i tym razem nie pozwolę mu na zmianę tematu czy odwrócenie wzroku. Czy chce czy nie , w tym bagnie toniemy razem.
Nie pukając nacisnęłam klamkę i pewnym krokiem weszłam do środka . Zastałam go w tej samej pozycji co zawsze , stał sztywno przy oknie , dłonie opierał o parapet i zdawało się , że nic prócz tym kawałkiem szkła i szarym obrazem za nim go nie obchodzi. Podeszłam do niego , położyłam dłoń na jego ramieniu. Nie zareagował.
- Harry czy możesz przestać ! – krzyknęłam podirytowana – mam dość tego , że mnie ignorujesz i się przede mną zamykasz ! Uwierz nie śniłam jeszcze o dziecku , ale skoro się stało to musimy się z tym pogodzić !
Chłopak odwrócił się i popatrzył na mnie lekko zmieszanym wzrokiem , wyglądał tak , jakby obudził się z głębokiego transu.
- Nie odtrącaj mnie … -poprosiłam cicho.
- Nie chodzi , ani o ciebie , ani o dziecko – odezwał się poważnym tonem – są sprawy , o których nie wiesz i wiedzieć nie możesz .
- Dlaczego ? Mieliśmy nie mieć przed sobą tajemnicy.
- Są dwa rodzaje tajemnic , te które trzymasz dla siebie , bo są dla ciebie ważne i te przez , które tym , których kochasz może stać się krzywda – odpowiedział , odgarnął kosmyk włosów , który opadł mi na twarz – Pamiętasz , umawialiśmy się , że teraz ja będę planować ? Obiecuję , że to nie potrwa długo … jeszcze kilka dni i będzie po wszystkim .
- Obiecaj , że nie wpakujesz się w kłopoty. – nie byłam specjalnie przekonana do tego jego „planu” , zdaję sobie sprawę , że to moje pomysły zwykle kończą się katastrofą , ale było coś w jego głosie i spojrzeniu co sprawiało , że nie byłam pewna czy tym razem na pewno wszystko pójdzie po jego myśli.
- Ty nie dotrzymałaś obietnicy – zaśmiał się – nie mogę ci obiecać tego , ale mogę przysiąść , że wyjdę z tego cało , a potem już nikt nam nie będzie zagrażał.
Nie odpowiedziałam , skinęłam głową i uśmiechnęłam się delikatnie . Nie jestem pewna czy chcę wiedzieć na jaki pomysł wpadł Styles ? Nie jestem pewna czy tym razem mu wierzę …
______________________________________________________________________________
Przepraszam za wczoraj , ale jutro zdaje pytania do bierzmowania i cały wieczór spędziłam z katechizmem ;/ <3 Mam nadzieję , że mi wybaczycie , i że rozdział wam się podobał :)
20 KOMENTARZY = JUTRO NA PEWNO NOWY ROZDZIAŁ <3
PS
JUTRO BĘDZIE DŁUŻSZY ;)