piątek, 9 sierpnia 2013

Two Years



Rozdział 27.
                                   ~Oczami Harrego~
Stałem właśnie w ogromnej kolejce do kasy z biletami . Mniej więcej 10 minut temu samolot wylądował na lotnisku w niewielkim mieście u wybrzeży Wielkiej Brytanii. Wszyscy pasażerowie owego samolotu byli   Tyle , że ja musiałem lecieć w teraz i tak już straciłem zbyt dużo cennego czasu . Zaraz po wylądowaniu napisałem do Pauliny smsa z pytaniem  - Jak się trzyma moja Julka ? Niestety jak na razie nie odpisuje , tak bardzo chciałbym wiedzieć co się dzieję z moją ukochaną i moim dzieckiem , a najbardziej chciałbym stać obok niej , trzymać za rękę i wspierać , no cóż na to raczej miałem zerowe szanse.
wściekli , był środek nocy , a tylko nielicznym uda się zdobyć bilety na poranne loty.
- Przepraszam , ty jesteś Harry z One Direction ? – z rozmyślań wyrwało mnie pytanie mężczyzny , który stał za mną w kolejce.
- Tak – odpowiedziałem cicho , w duchu modliłem się , żeby nie był jakimś natrętem .
- Jest Mark – podał mi rękę , na oko był w moim wieku – moja siostra ma świra na twoim punkcie – uśmiechnął się – mógłbyś mi to dla niej podpisać ? – poprosił i podał mi pierwszą płytę One Direction i czarny marker .
- Proszę – podałem mu płytę po tym jak złożyłem na niej autograf .
- Masakra z tą pogodą , a tak mi zależało , żeby dostać się do Londynu jeszcze dzisiaj – westchnął – a ty chyba też się śpieszysz , prawda ? – zapytał – biorąc pod uwagę fakt jak zareagowałeś na komunikat …
- Tak …- odpowiedziałem i odwróciłem się do niego przodem – moja narzeczona właśnie rodzi i chciałem zdążyć , żeby zobaczyć swoją córeczkę tuż po urodzeniu , ale chyba nie mam na to szans …
- Jak to nie masz szans ? – zapytał sarkastycznym tonem – ty masz największe szanse ze wszystkich tu zgromadzonych – zaśmiał się – przecież jesteś sławny ! Wykorzystaj to.
- No w sumie … chyba masz rację – uśmiechnąłem się – dziękuję za  radę .
Teraz tylko pozostało pytanie – Jak wykorzystać sławę ? Przecież nie mogę stanąć na środku i powiedzieć , że jestem sławny , i że jak nie zawiozą mnie do Londynu to ich pozwę . Trzeba było wymyślić coś takiego , żebym nie wyszedł na zapatrzonego w siebie gwiazdora-egoistę .
Właśnie wtedy los (nareszcie ! ) się do mnie uśmiechnął , bo jedna z kasjerek otworzyła drugą kasę . Rzuciłem się biegiem do niej tak , żeby być pierwszym i udało mi się ! Teraz pozostało już tylko ją zbajerować.
- Dobry Wieczór – czarnowłosa kobieta powitała mnie szerokim lecz dość wymuszonym uśmiechem – w czym mogę służyć ?
- No więc – zacząłem – jestem Harry Styles – przedstawiłem się , a w oczach czarnowłosej pojawiły się niewielkie iskierki – tak ten z One Direction – powiedziałem wyprzedzając jej pytanie -  muszę jak najszybciej znaleźć się w Londynie , rozumie pani ? – ona pokiwała głową , miała otwartą buzię , wyglądała jak jakaś bezmyślna istota – Moja narzeczona w tej chwili rodzi , więc ja muszę się dostać do Londynu , będę wdzięczny jeśli załatwi mi pani najszybszy lot stolicy .
- Bardzo bym chciała – powiedziała ze smutkiem w głosie – ale najbliższe loty mamy dopiero na 6 rano …
- Cholera – powiedziałem pod nosem – a czy w jakimś inny sposób będę mógł się tam ?
- Może pan pojechać autobusem do najbliższego dużego miasta , może tam będą mieli jakieś wcześniejsze loty – uśmiechnęła się – autobus będzie za jakieś 10 minut przed głównym wejściem do budynku.
- Dziękuję – uśmiechnąłem się do niej – do widzenia .
- Do widzenia i powodzenia ! – krzyknęła , gdy już odchodziłem .
                                                          ~Oczami Julii~
Męczarnia w końcu się skończyła , po 6 godzinach potwornego cierpienia w końcu moje maleństwo było już
na świecie . Jak na razie córeczkę zabrano na podstawowe badania dla noworodków . Ja leżałam na oddziale poporodowym , obok mnie siedziała Paula , która bardzo wspierała mnie podczas tych ostatnich , najbardziej bolesnych godzin w moim życiu. Jedyne czego brakuje mi do pełni szczęścia to Harry. Gdzie on jest ? Jak rozmawiał z Paulą to powiedział , że już leci , ale od tamtej pory nie dał już żadnego znaku życia .
Wszystkie pielęgniarki kazały mi iść spać , miały racje , byłam wykończona , czułam się tak jakby ktoś wypompował ze mnie całą energię . Jednak po mimo tego jak często zamykałam oczy czy próbując myśleć o czymś miłym prosiłam o sen , on nie nadchodził . W mojej głowie kłębiły się jedynie myśli związane z narzeczonym , martwiłam się o niego , bałam się , że zaślepiony tym , że musi jak najszybciej zjawić się u mego boku zrobił sobie krzywdę .
- Paula – zwróciłam się do przyjaciółki , mój głos był cichy , prawie nie słyszalny – zadzwonisz do Harrego ? – podałam jej moją komórkę , która leżała na stoliku obok łóżka.
- Pewnie – uśmiechnęła się i wzięła ode mnie telefon – a ty spróbuj zasnąć – poprosiła po czym wyszła z pomieszczenia na korytarz.
Zostałam sama , wbiłam wzrok w sufit , wiedziałam , że nie zasnę jeśli nie będę wiedziała , że mój ukochany jest bezpieczny , dlatego dla  uspokojenia postanowiłam pomyśleć o córce . To wspaniałe , że w końcu mam swoje wymarzone dziecko , którego od tak dawna pragnęłam. Jednak fantastyczne uczucie , które poczułam po tym , gdy mogłam wziąć córkę na ręce w tej chwili zniknęło . Tak krótko będę mogła z nią być , został mi przecież niespełna rok życia . Nigdy nie zobaczę jak stawia swoje pierwsze kroki na mahoniowych panelach w salonie czy jak po raz pierwszy wypowie jakiekolwiek słowo. Ona nie będzie mnie znała , jedynie z opowieści . Moją twarz będzie widziała jedynie na zdjęciach czy filmach , które jej tatuś non stop nagrywał . Nie będę mogła zobaczyć jak dorasta , nie będę mogła pomóc jej w okresie dojrzewania . Nie będę mogła nic zrobić , aby jej kiedykolwiek pomóc.  Może to jednak był zły pomysł , żeby starać się o dziecko ? W końcu z moją chorobą nie da się nic zrobić , ani spowolnić jej rozwijanie się na tyle bym mogła towarzyszyć dziecku w najważniejszych chwilach jego życia.  Podejmując decyzje o zostaniu rodzicem  myślałam o sobie , a nie o dziecku , powinno być na odwrót…
- Julka , Julka , wstawaj -  z głębokiego snu wyrwał mnie wesoły głos przyjaciółki , czyli jednak udało mi się zasnąć.
- Co się stało ? – zapytałam cicho przecierając zaspane oczy.
- Patrz kto przyszedł – wskazała w stronę drzwi .
- Harry ! – krzyknęłam z radości , gdybym tylko mogła wstałabym z łóżka i rzuciła się mu na szyję . Chłopak
podszedł do mnie i pocałował w usta , miał potargane włosy i trochę brudną koszulę w kratkę , nie wspominając już o spodniach – gdzie ty tyle byłeś ? – zapytałam zatroskana .
- To długa historia – zaśmiał się – a gdzie nasza księżniczka ? – wiedziałam , że czekał tylko na to , aby ją zobaczyć .
- Już jedzie – uśmiechnęłam się , gdy do pokoju pielęgniarka wjechała wózkiem , kobieta chciała podać mi dziewczynkę , jednak ja pokręciłam głową – proszę dać ją tatusiowi , on już wystarczająco długo na to czekał.
Hazz wziął naszą córkę na ręce , patrzył na nią jak w obrazek , po jego twarzy było widać , że jest bardzo szczęśliwy. Z jego oczu wypłynęły pojedyncze łzy szczęścia .
- Jak ją nazwiemy ? – zapytałam patrząc z podziwem na narzeczonego , który nie mógł oderwać wzroku od dziecka.
- Darcy – odpowiedział pewnym siebie głosem .
____________________________________________________________________________
Nie chciałam czegoś takiego robić , ale najwyraźniej nie mam wyboru ;c 
Następny rozdział zostanie dodany jeśli będzie 9 komentarzy.
 
 

13 komentarzy:

Anonimowy pisze...

świetny <3

Anonimowy pisze...

Harr jest taki wspaniały <3

Anonimowy pisze...

Niesamowity <3

Anonimowy pisze...

boskie !!

Madzix pisze...

Awwww alee niech ona nie umiera :cc

Julia Dłużniewska pisze...

Jej to jest boskie ♥ Ale racja,niech nie umiera! ta historia jest taka piękna ;) Zazdroszczę talentu ;**

Anonimowy pisze...

Super

Anonimowy pisze...

Super <3

pewna12318 pisze...

Super <3

Niech nie umiera :)

Anonimowy pisze...

Jest świetny <3

Anonimowy pisze...

bosski , jak zawsze ... <333 Żul <3 !! xD

Anonimowy pisze...

<3

Sylwiaa Sochaa pisze...

Kochammm !! <33
Czekam nn ! ^^